Zgubić siebie- jak straciłam spójność wewnętrzną

Najpierw myślałam, że to koniec. Koniec firmy, koniec mnie. Że nic nie potrafię, nic nie umiem, że się skończyłam. Tylko, że jak teraz to piszę to widzę, że to było drugie. Pierwsze było co innego i kiedy indziej. Koniec 2014 roku –jakoś listopad – grudzień. Obroty cudowne, wszystko się kręci, szkolenie za szkoleniem. A ja poczułam, że nas jako zespołu już nie ma. Że nie mamy przyszłości, po raz pierwszy w życiu poczucie, że teraz to już koniec. Że nic nie mogę zrobić, aby to naprawić. Że ten moment, w którym miałam czas na zmianę stanu rzeczy minął bezpowrotnie, ja go nie zauważyłam. Ba nawet nie wiedziałam wtedy, kiedy on miał miejsce. Wtedy też poczułam, że nie jestem sobą, że nie mogę oddychać, nie umiem działać. W ogóle „nie wiem”. Wcześniej moje zdecydowanie nawet mnie samą czasem zadziwiało. Wtedy przyszła do mnie myśl, że powinnam dla siebie samej poukładać to inaczej.           I to mi przyszło ze środka, raczej z intuicji a nie z głowy, czy zrobionej jak co kwartał analizy ekonomicznej. I wiecie co, wtedy opuściłam siebie i zadbałam o … ludzi z którymi pracuję. Ha ha ha. Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało, że o nich dbam. Jak czas pokazał, oni wcale nie poczuli, że o nich zadbałam.

Fakt 1

Przeprowadziłam po raz kolejny analizę planowanego budżetu na 2015 rok. Po tej analizie sama przed sobą przyznałam się, że nie mam zgody na to, aby tak się działo w 2015 roku.

Fakt 2

Zignorowałam ten stan w sobie. To był mój pierwszy krok do utraty spójności wewnętrznej. Czyli części siebie samej.

Fakt 3

Przeanalizowałam jak nam poszła zmiana, którą wprowadziliśmy. Jakie efekty z tej zmiany. Jakie efekty w stosunku do planów i naszych potrzeb. I wiecie co poczułam, że odniosłam ja jako lider porażkę. Mój zespół, abym była zadowolona, stwarzał pozory, że pracuje „po naszemu”. Ja podświadomie czuję jak to faktycznie wygląda, przyklaskiwałam wynikom, no bo przecież były. I grałam w tę grę pozorności.

Fakt 4

Po raz drugi zignorowałam własne informacje od siebie do siebie. Drugi raz odeszłam tak naprawdę od siebie.

Fakt 5

Styczeń i luty 2015 r. to moja gra w iluzję. Mam poczucie braku poczucia, braku bycia ze sobą. Pracowałam, funkcjonowałam, żyłam jakby we mgle. A z tej perspektywy to także niewiele pamiętam.

Fakt 6

I przyszedł marzec 2015 r. I przyszedł skutek odłączenia się od siebie. Dopadła mnie taka infekcja jakiej nigdy jeszcze nie miałam. Dwa tygodnie leżenia. Jeden tydzień wycięty z życia totalnie, tylko spanie, budzenie się i spanie. Budzenie się i spanie po raz kolejny. Gorączka mnie nie opuszczała ani na chwilę. I jak ja odpuściła po tygodniu. Jak już się wyspałam i pobyłam ze sobą to w drugim tygodniu choroby usłyszałam siebie. Usłyszałam, poczułam i co najważniejsze posłuchałam. A jak posłuchałam (w końcu) to zrobiłam to, co było w zgodzie ze mną i moją spójnością wewnętrzną. I posypał się mój świat … i straciłam mój pierwszy samodzielnie zbudowany od podstaw u siebie zespół. Straciłam, pożegnałam, rozstałam się z nim. I bolało… i boli jeszcze OGROMNIE. I boli czasem tak, że brakuje mi tchu i ściska w gardle. W tym samym czasie, bo w tych samych dniach odeszła ode mnie (od nas – rodziny) moja największa psia przyjaciółka Ori. Więc bolało podwójnie i z każdej strony. I jeszcze chwilę będzie boleć.

Paradoksalnie zyskałam siłę, sprawność, ostrość spojrzenia i siłę w głosie. Brak siły z bólu mieszał się z siłą wewnętrzną, którą na nowo odzyskałam. Jest listopad, nie mam jeszcze całkowitej spójności wewnętrznej. Nie odzyskałam jeszcze w pełni siebie.

Wiem jednak że:

– będzie to proces, więc idę dalej tą drogą

– będzie dalej bolało – dam radę

– chcę i zaczęłam bardziej dbać o siebie, aby siebie nie zgubić i nie stracić

– dbanie o czas wolny dla siebie jest dla mnie ogromnie ważny, bo pozwala mi rozmawiać samej ze         sobą

– ambicja ma oddzielną skalę bólu….

– praca w strachu przed czymś, czyli droga „od” nie przyniosła mi nic dobrego

– moja spójność wewnętrzna to praca w dążeniu „do”

– szkolenia, które organizuję dla innych zmieniają mnie samą, więc cieszę się na kolejne 3 spotkanie z Panią Iwoną Majewską- Opiełką i Logodydaktykę.

– możemy mieć inne spostrzeganie, inne wnioski, to jednak nie przeszkadza nam w tym, aby się siebie słuchać i od siebie uczyć.

Jeszcze siebie nie odnalazłam. Jeszcze dużo pracy przede mną. Zanim jednak otworzę całkiem drzwi stojącym już w kolejce i oczekującym na wejście i tworzenie ze mną nowego – osób i projektów, to …

Dziękuję tym artykułem mojemu całemu zespołowi. Dziękuję Wam za to, że byliście ze mną i tworzyliście tę firmę. Za to, co dawaliście z siebie i dzieliliście się ze mną wspólną pracą i zabawą. Bardzo dużo dzięki Wam zyskałam ja i moja firma. I bardzo dużo się nauczyłam. Dziękuję.

  • http://www.isaflower.pl/ isaflower

    bardzo fajny wpis! kazdy popelnia bledy, a zycie to ciagly rozwoj. Dzieki temu mozna byc coraz lepsza wersja siebie, a dzieki temu tez dla innych. Sukcesów! :)

  • dmnc

    *dress for success 😉
    pozdrawiam

    • http://beatakaczor.pl Beata Kaczor

      dziękuję, już poprawiam:)