Niemodny temat…ego

+ 20 _DSC3487_8Wczoraj rozpadłam się na kawałki. Rozpadłam się całkowicie. Na pytanie męża – co Ci się stało?, odpowiedź brzmiała nic…. I wszystko. Rozpadałam się na te kawałki do samego wieczora. Czułam, że z minuty na minutę już nic ze mnie nie zostaje. Leżałam i wiedziałam dokładnie, gdzie leżą porozrzucane moje części, ale nie miałam siły ich pozbierać. Tak jakbym miała poczucie, że taka rozpadnięta muszę pozostać. To nie był logiczny stan. Nie mogłam nawiązać żadnej logicznej rozmowy. U źródła rozpadu, tam głęboko we mnie, widzę źródło(przyczynę) i czynniki dodatkowe. Źródło to moja urażona duma, moja pokiereszowana ambicja. Moje ja, które dowiedziało się w tym roku, że… no właśnie czego się ono dowiedziało.
Ja się dowiedziałam, a raczej doświadczyłam chyba po raz pierwszy w dorosłym życiu, że nie wszystko mi wychodzi. Że nie wszystko mi wychodzi w sferze zawodowej i zaczęłam tracić wiarę w moją wewnętrzną moc. Zaczęłam tracić wiarę w moją niepowtarzalność i unikalność. Dodając do tego dwa rozstania w tym roku i … świadomość nieuchronnego trzeciego rozstania, które już czeka za rogiem. Tworzy się … i powoli zanika, lecz czasami jeszcze wraca i przypomina, że nie odeszła całkiem z mojego ciała, TRAUMA.
Moje ego myślało, że jest Harrym Potterem lub Czarnoksiężnikiem z Krainy OZ i chwilę, dłuższą chwilę mną zawładnęło. (Oj jak ciężko się to pisze i przyznaje do tego) .
Ten rok, to rok pracy z moim własnym ego, które to ego właśnie udaje się na drugi plan. Co dla obojga nas nie jest łatwe. I tak zwyczajnie boję się, że nie umiem, nie potrafię… . Takie dni też pewnie są potrzebne, zbieram się więc po nich powoli… i do przodu!